Uwolnienie motyli zaklętych w tatuażach
23:17Dawno, dawno temu... miałam pomysł na rysunek, którego chyba nigdy nie udało mi się narysować. Pomysł był miej więcej taki: dziewczyna siedzi po turecku, z rękami opartymi na kolanach, zwróconymi wnętrzem do góry, tatuaże z jej ramion zamieniają się w motyle i odlatują.
Podobnie się czuję teraz.
Ostatnio mam wrażenie, że uwalniam się od kolejnych ograniczeń, do tego stopnia, że zaczynam się zastanawiać, kim właściwie jestem i co dla tej nowej mnie jest ważne.
Wczoraj, nie mogąc już znieść napięcia, które było moim udziałem, poszłam na rower. Mnóstwo słońca, zieleni, wysiłku... i paradoksalna decyzja, by po tym wszystkim pójść potańczyć pod chmurką.
I... nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze tańczyło mi się z kimś pewien wolny, bardzo przytulany taniec. To było zgoła magiczne. O ile czasem wychodzi dziwnie, tym razem mój partner poprowadził tak, że mając go obok siebie, nie myślałam o niczym, tak blisko, bardzo blisko siebie, że bardzo ok, było zamknąć oczy i dać się prowadzić.
Jasny gwint, to było po prostu niesamowite.
Motyle właśnie sobie odlatują w najlepsze, łaskocząc mnie w ramiona.
0 comments